Kiedy dziewczynki były małe, miały dwa, trzy lata (może i więcej – teraz już nie pamiętam…), każdy wieczór kończył się stanowczym żądaniem : Tata, opowiedz bajkę na dobranoc!
Na początku jakoś ratowałem się swobodnymi wariacjami na temat Królewny Śnieżki, Sierotki Marysi, szewca Dratewki, Smoka Wawelskiego i co mi tam jeszcze z obowiązkowych dziecięcych lektur w głowie zostało, no ale ile razy można to w kółko powtarzać? Zwłaszcza że widownia (jednoosobowa, czasem dwuosobowa, ale bardzo krytyczna i spostrzegawcza), takie przekręty natychmiast wyłapywała i mocno oprotestowywała.
Wtedy wymyśliłem Słonia Bambonia. Bamboń mieszkał w swoim domku w wielkiej dżungli nad wielką rzeką, miał różowy ogonek i mnóstwo przyjaciół. No i dalej poszłooo! Co wieczór zadawałem pytanie : To o czym ma być bajka? Odpowiedzi były przeróżne , np. „Jak Słoń Bamboń uczył się pływać” albo „Jak słoń Bamboń spotkał krokodyla”, albo „Jak Słoń Bamboń jeździł na rowerze” albo coś jeszcze bardziej wymyślnego. No i zaczynałem opowiadać, na bieżąco wymyślając co też Bamboniowi mogło się przydarzyć w tej bajce.
Oczywiście musiałem córkom pokazać jak słoń Bamboń wyglądał, a także jak wyglądały inne postaci z tych dobranockowych bajek. No więc rysowałem.
Niestety z tych czasów zachowało się tylko kilka rysunków. Przede wszystkim kilka wersji Bambonia – różnią się między sobą głównie fryzurą, którą domalowały dziewczynki (ta fryzura miała oczywiście zasadnicze znaczenie).
Najnowsze komentarze