Covid

COVID

No cóż, mnie też dopadło. Krótko pochorowałem sobie w domu, ale jak temperatura skoczyła do 39 – 40 st.C, pogotowie zabrało mnie do Szpitala Wolskiego w Warszawie. Nie było jeszcze ogólnodostępnych testów i szczepionek. Po kilku dniach leżenia pod tlenem zacząłem strasznie się nudzić. No i zacząłem rysować – to były komentarze do tego, co się wokół mnie działo. Niektóre rysunki były pogodne – praca zespołów medycznych, tomografia itp.

Były też rysunki smutne – w czasie mojego pobytu w nocy zmarł jeden z moich sąsiadów z Sali, mimo prawie 2-godzinnej akcji reanimacyjnej.

Innej nocy przywieziono bardzo starego mężczyznę, przerażonego i całkowicie zagubionego w warunkach szpitalnych.

Cały czas byłem pod wrażeniem spokoju, fachowości i wiedzy personelu medycznego – lekarzy, pielęgniarek i salowych. To także starałem się skomentować w moich rysunkach.

Rysunki przyklejałem na drzwiach sali, w której leżałem. Po kilku dniach na drzwiach brakowało miejsca. A lekarze, pielęgniarki i salowe rozpoczynali dyżur od zerknięcia na ten „wernisaż”. Od pań salowych dostałem w prezencie pyszne ciasto! To się chyba często w szpitalu nie zdarza…

Wychodząc ze szpitala przekazałem na ręce wypisującej mnie pani pielęgniarki taki dyplom-certyfikat:

Oryginały rysunków zostały w szpitalu, ja mam tylko ich zdjęcia zrobione smartfonem.