Pochód

4 czerwca byłem na pochodzie, zorganizowanym przez opozycję w Warszawie. Przeszedłem prawie całą trasę – od Koszykowej do Placu Zamkowego. Nigdy dotąd nie widziałem takiej demonstracji – setek tysięcy osób idących w jednym celu – by zaprotestować przeciw panującej obecnie „grupie trzymającej władzę” i by pokazać, jak silne jest pragnienie powrotu do normalności i powrotu demokracji, ze wszystkimi jej plusami i minusami. Szli ludzie z różnych środowisk, starsi i młodzi, wiele rodzin z dziećmi. Radośni, uśmiechnięci i życzliwi, chociaż zdeterminowani by swój protest mocno zademonstrować.

Wieczorem z przekazów telewizji partyjnej PIS (TVP, TVP INFO) dowiedziałem się że w Warszawie odnotowano pewne utrudnienia w komunikacji, spowodowane napływem turystów żądnych obejrzenia słonia w ZOO oraz marzących o skonsumowaniu porcji lodów. Niedługo potem w/w media zmieniły taktykę i sposób narracji – wg nich był to pochód chamstwa, agresji i wulgaryzmów. Nie zabrakło także użalania się nad dziećmi, które siłą zostały zawleczone do tego bagna. Od razu skojarzyła mi się ta narracja ze zdjęciami tego pochodu i pochodów organizowanych przez narodowców w listopadzie w zeszłym roku, a zwłaszcza dwa lata temu. Porównanie wyglądało mniej więcej tak:

SpecKomisja

Komisja do zbadania rosyjskich wpływów… Szczytowe osiągnięcie pisowskich twórców prawa. Łamie Konstytucję w tak wielu punktach, że nawet prawnicy PIS nie są w stanie wszystko to zliczyć. Opinie uznanych  specjalistów prawa, konstytucjonalistów, profesorów i członków międzynarodowych gremiów prawniczych są jednoznaczne – to jest kosmiczny bubel prawny, w swoim brzmieniu najbardziej przypominający rozwiązania średniowieczne. No a sposób procedowania – Sejm ->Senat -> Sejm -> Prezydent-> TK -> Prezydent -> Sejm itd, itd… Nie wiadomo, śmiać się czy płakać…

 

Emerytura…

Mocno się ostatnio zaniedbałem w uzupełnianiu bloga. Niby na emeryturze czasu powinienem mieć aż za dużo… Ale jakoś wychodzi inaczej. Ciągle jest coś do zrobienia, załatwienia, przeczytania, napisania, zobaczenia – no i za rysowanie nie mogłem się wziąć.

Jakoś teoria zupełnie nie doganiała rzeczywistości.

Ale wcale tego nie żałuję!

Zwłaszcza że ciągle się dzieje.  Coś się dzieje – i dobre, i złe COŚ.

Sport to zdrowie

Wczoraj postanowiłem wrócić do ambitnych planów podnoszenia kondycji fizycznej (a raczej obniżenia ilości centymetrów obwodu w pasie) i wyciągnąłem z piwnicy rower. Dwa lata go nie widziałem… Ani on mnie.

Na początku wszystko zapowiadało się świetne. Pogoda piękna, dobre chęci i determinacja na wysokim poziomie… Tylko że w kołach nie było powietrza. Pompki też nie było. Tak więc przygodę sportową zacząłem od przekopania się przez piwnicę. W zasadzie to chyba prawidłowo – najpierw powinna być rozgrzewka. No i rozgrzewka była, ale pompki w piwnicy nie było. Gdzieś po godzinie przypomniałem sobie że mam jakieś graty na dnie szafy w moim pokoju, może jest tam i pompka. Była.

Y

Napompowałem koła, i do lasu! Najpierw było świetnie, potem niestety trochę gorzej. Dziwnie jakoś traciłem siłę w nogach, no ale po 2 latach braku kontaktu z rowerem specjalnie mnie to nie dziwiło. Poważnym zaskoczeniem był natomiast fakt, że w przednim kole znów nie było powietrza. Niestety pompki też nie było. Została w piwnicy.

Tak więc wycieczka rowerowa zmieniła się w pieszo-rowerową. Jakoś do domu doczłapałem. Pierwsza rzecz jaką zrobiłem to dołączenie pompki do roweru.

Dętkę załatam albo wymienię później…

Wielkanoc 2023

 Serdeczne życzenia zdrowych, spokojnych i pogodnych Świąt Wielkanocnych 2023 roku!

Żeby te święta pozwoliły wszystkim odpocząć, wyluzować się i chociaż na chwilę oderwać się od bieżących problemów, skrzeczącej rzeczywistości (przynajmniej ot tej jej części która skrzeczy), i żeby nasze myśli skupiły się na marzeniach, na miłych wspomnieniach i na optymistycznym patrzeniu w przyszłość!

No i żeby wreszcie ta wiosna raczyła się pojawić!, no tak z plus 20 stopni i piękne słońce…!

W robocie

Duża część rysunków powstawała w pracy, albo w związku z pracą, albo z myślą o pracy. Najczęściej były to rysunki powstające nagle, jako komentarz do czegoś co się właśnie działo albo do moich wrażeń z tym związanych.

W pewnym czasie karierę zrobiło słowo „deadline”. Czyli – coś mysi być zrobione w określonym terminie (z reguły mało realnym), bo jak nie to polecą głowy. Czyli – deadline!

Czasem się udawało, czasem nie…

 

Osobną historią było przygotowywanie prognoz, budzetów, planów itp.

No i różne sytuacje – dzień jak co dzień…