Martynka

Przez kilka lat bardzo często jeździłem z Warszawy do Poznania – taką miałem pracę. Czasem jeździłem samochodem, a często pociągiem.

Kiedyś w przedziale pociągu relacji Warszawa – Poznań jechała ze mną pani z córeczką – Martynką. Martynka miała kilka lat, była bardzo miła i strasznie się nudziła. A ja miałem ze sobą komputer i małą drukarkę.

No i razem zaczęliśmy rysować w komputerze zwierzątka – to znaczy Martynka mówiła co mam narysować, a ja rysowałem.

Na początku był słoń.

A potem jedno po drugim inne zwierzątka.

Przed samym Poznaniem poleciałem z komputerem i drukarką do toalety, bo tylko tam było czynne gniazdko elektryczne, konieczne do uruchomienia drukarki. Wydruk skończyłem gdy pociąg wjeżdżał na dworzec – zdążyłem oddać Martynce  wszystkie obrazki. Sprzęt pakowałem do torby już na peronie…

Pępkowe

To było na początku lat osiemdziesiątych chyba…

Moim przyjaciołom Ani i Januszowi urodziła się córka, Paulinka. Zgodnie z ówczesnymi zwyczajami (obecnymi chyba też…) fakt ten należało solidnie „oblać” w gronie męskim – „świeżo upieczony” ojciec plus przyjaciele.

No i oblewaliśmy…

A ja tworzyłem rysunkową kronikę tej imprezy.

In Vino Veritas

W sierpniu 2022 r w Jaśle odbyły się Międzynarodowe Dni Wina – bardzo ciekawa impreza na której wystawiali swoje produkty winiarze z całej Polski.

Można było popatrzeć, posłuchać i przede wszystkim degustować … Niektóre wina były bardzo dobre.

W ramach imprezy ogłoszony został także konkurs plastyczny pod hasłem „In vino veritas”. Wysłałem na konkurs kilka swoich rysunków, co prawda nagrody żadnej nie dostałem, ale miło było zobaczyć je na Sali wystawowej.

Tekściki

Czasem w trakcie rysowania dopada mnie chęć dopisania jakiegoś tekstu, i w efekcie zamiast rysunku z komentarzem wychodzi komentarz z rysunkiem…

Covid

COVID

No cóż, mnie też dopadło. Krótko pochorowałem sobie w domu, ale jak temperatura skoczyła do 39 – 40 st.C, pogotowie zabrało mnie do Szpitala Wolskiego w Warszawie. Nie było jeszcze ogólnodostępnych testów i szczepionek. Po kilku dniach leżenia pod tlenem zacząłem strasznie się nudzić. No i zacząłem rysować – to były komentarze do tego, co się wokół mnie działo. Niektóre rysunki były pogodne – praca zespołów medycznych, tomografia itp.

Były też rysunki smutne – w czasie mojego pobytu w nocy zmarł jeden z moich sąsiadów z Sali, mimo prawie 2-godzinnej akcji reanimacyjnej.

Innej nocy przywieziono bardzo starego mężczyznę, przerażonego i całkowicie zagubionego w warunkach szpitalnych.

Cały czas byłem pod wrażeniem spokoju, fachowości i wiedzy personelu medycznego – lekarzy, pielęgniarek i salowych. To także starałem się skomentować w moich rysunkach.

Rysunki przyklejałem na drzwiach sali, w której leżałem. Po kilku dniach na drzwiach brakowało miejsca. A lekarze, pielęgniarki i salowe rozpoczynali dyżur od zerknięcia na ten „wernisaż”. Od pań salowych dostałem w prezencie pyszne ciasto! To się chyba często w szpitalu nie zdarza…

Wychodząc ze szpitala przekazałem na ręce wypisującej mnie pani pielęgniarki taki dyplom-certyfikat:

Oryginały rysunków zostały w szpitalu, ja mam tylko ich zdjęcia zrobione smartfonem.